Rajmund Kolbe – św. Maksymilian Maria Kolbe (*8 I 1894 Zduńska Wola †14 VIII 1941 KL Auschwitz) – jedno z wyobrażeń świętego po kanonizacji. Obrazek ze strony internetowej parafii św. Maksymiliana Kolbe w Warszawie.
W wigilię Wniebowzięcia Najświetszej Marii Panny, której był przez całe życie czcicielem, umierał w głodowym bunkrze niemieckiego KL Auschwitz Rajmund Kolbe – św. Maksymilian Maria Kolbe – najbardziej znany polski męczennik czasu II wojny światowej, franciszkanin konwentualny. Kościół parafialny w Zduńskiej Woli, w którym został ochrzczony, nosił również wezwanie Wniebowzięcia NMP!
Św. Maksymilian uosabiał to, co niemieckie barbarzyństwo najbardziej w Polsce nienawidziło: katolicyzm, kult Matki Boskiej i patriotyczną formację polskiego inteligenta.
O św. Maksymilianie pisał ks. Wincenty Zaleski (SDB) w pracy Święci na każdy dzień (Wwa 1998), opublikowanej w Wydawnictwie Salezjańskim:
Urodził się 8 stycznia 1894 w Zduńskiej Woli koło Łodzi, z małżonków Juliusza Kolbego († 1914) i Marianny z Dąbrowskich († 1946).
W dniu urodzin otrzymał Chrzest Święty w kościele parafialnym NMP w Zduńskiej Woli.
Był drugim dzieckiem w rodzinie. Rodzice trudnili się tkactwem chałupniczym, ale z powodu ciężkich warunków materialnych byli zmuszeni zwinąć warsztat i przenieść się do Łodzi, potem do Pabianic, gdzie ojciec pracował w fabryce, a matka prowadziła sklepik i pracowała jako położna.
Rodzice Rajmunda należeli do III Zakonu św. Franciszka (tercjarze, zakon świecki). Ojciec chętnie czytał swoim synom patriotyczne książki. Chłopcy najchętniej bawili się w rycerzy i rysowali polskie orły. Pierwsze nauki pobierali w domu rodzinnym.
Rajmund jako chłopiec lubił swawolić. Pewnego dnia w takiej sytuacji zawołała z wyrzutem matka: Mundziu, co z ciebie będzie!? Słowa te utkwiły mu na długo w pamięci. Kiedy miał 12 lat, ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna, trzymająca w rękach dwie korony: białą i czerwoną. Zapytała chłopca, czy je chce, a równocześnie powiedziała mu, że korona biała oznacza czystość, a czerwona męczeństwo. Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i zniknęła. Było to w kościele parafialnym w Pabianicach.
W 1907 franciszkanie konwentualni ze Lwowa prowadzili w Pabianicach misje. Rajmund ze swoim starszym bratem Franciszkiem, postanowił wstąpić do franciszkanów. Obaj przedostali się przez granicę zaboru rosyjskiego i austriackiego, do Lwowa, gdzie wstąpili do małego seminarium franciszkanów konwentualnych. Trzy lata później podążył za nimi brat najmłodszy, Józef. Lwów przypomniał Rajmundowi czasy, kiedy to w katedrze lwowskiej, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej, król polski Jan Kazimierz ogłosił Maryję Królową Polski i złożył Jej ślubowanie (1656). Przed tym samym obrazem postanowił i on także poświęcić się Maryi. Z twarzą pochyloną ku ziemi – napisze w swoich pamiętnikach – obiecałem Najświętsza Maryi Pannie, królującej na ołtarzu, że będę walczył dla Niej. Jak? – nie wiedziałem, ale wyobrażałem sobie walkę orężem.
Szybko doszedł do przekonania, że walki zbrojnej nie da się pogodzić ze stanem duchownym, który zamierzał obrać. Postanowił zrezygnować z kapłaństwa i poświęcić się jako żołnierz walce w obronie Ojczyzny. Na terenie cesarstwa tworzyły się paramilitarne organizacje, mające na celu odrodzenie Polski. Kiedy Rajmund z bratem byli już zdecydowani, przybyła do nich w odwiedziny matka. Gdy jej wyjawili swój zamiar, wyznała, że wraz z ojcem postanowiła poświęcić się na wyłączną służbę Bożą. Rajmund uznał w tym dla siebie znak woli Bożej. Poprosił o przyjęcie do nowicjatu (1910). Rok potem złożył śluby czasowe.
Ponieważ w małym seminarium ukończył klasę ósmą gimnazjalną, w 1912 przełożeni wysłali go na dalsze studia do Krakowa. Stąd, ze względu na jego niezwykłe zdolności, skierowano go jeszcze tego samego roku do Rzymu, gdzie zamieszkał w międzynarodowym kolegium serafickim. Uczęszczał na znany uniwersytet papieski, prowadzony przez jezuitów, Gregorianum. Studia filozoficzne (1912-15) i teologiczne (1915-19) uwieńczył dwoma doktoratami. Wykazywał wybitne uzdolnienia matematyczno-fizyczne. Napisał artykuł Etereoplan o pojeździe międzyplanetarnym.
1 listopada 1914 złożył profesję uroczystą, w czasie której dodał sobie imię Maria. 28 kwietnia 1918 otrzymał święcenia kapłańskie.
Rzym był dla o. Kolbe opatrznościowy. W stolicy chrześcijaństwa zrozumiał, że nie tylko Polska, ale i cały świat powinien należeć do Chrystusa.
W 1917 przypadały dwie rocznice, które o. Kolbe dały wiele do myślenia: 400-lecie wystąpienia Marcina Lutra i 200-lecie powstania masonerii. Dwie te okazje wykorzystali wrogowie Kościoła dla zamanifestowania do niego nienawiści. Burmistrz Rzymu, Żyd Ernest Nathan, został wielkim mistrzem masońskim. Zarządził obchody z czarnym sztandarem giordanobrunistów, na którym był znak Lucyfera, depczącego św. Michała Archanioła. W czasie pochodu wołano: Diabeł będzie rządził w Watykanie, a papież będzie jego szwajcarem! Maksymilian jako świadek patrzył na to z najwyższym bólem i oburzeniem, jak można było w Wiecznym Mieście dopuścić do takiej prowokacji. Drażniła go obojętność tłumu gapiów, nie reagującego na to bluźnierstwo.
Równocześnie w tym samym roku 1917 świat katolicki obchodził rocznicę 75-lecia objawienia się NMP Alfonsowi Ratisbonne.
Te wypadki natchnęły Maksymiliana, aby utworzyć z ludzi najbardziej oddanych Maryi Niepokalanej rodzaj bractwa, które by skupiało w swoich szeregach wszystkich ludzi, którym sprawa Królestwa Bożego na Ziemi leży na sercu. W porozumieniu z przełożonymi i po naradzie ze spowiednikiem w tym samym roku 1917, gdy był jeszcze subdiakonem, założył wśród swoich kolegów Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae).
W 1919 powrócił do Polski. Cieszył się, że jest już wolna. Postanowił dołożyć wszystkich sił, by była królestwem Niepokalanej. Zaczął werbować ochotników do Rycerstwa Niepokalanej. W styczniu 1922 zaczął wydawać w Krakowie Rycerza Niepokalanej. Przełożeni – w obawie, że zadłuży klasztor – wysłali go do Grodna, gdzie założył drukarnię. Pracował nad nowym dziełem, które uważał za program swojego życia. W 1927 Rycerz Niepokalanej wychodził już w nakładzie 70.000 egzemplarzy, a liczba członków Milicji Niepokalanej (MI) wzrosła do 126.000.
Prawdziwy rozkwit nastąpił, gdy o. Kolbe przeniósł swoje dzieło do Teresina, 42 km od Warszawy. W 1927 założył tu Niepokalanów.
W momencie wybuchu wojny klasztor w Niepokalanowie liczył 13 ojców, 18 kleryków nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Był to największy klasztor na świecie i jeden z największych, jakie znają dzieje Kościoła.
Nakład Rycerza Niepokalanej doszedł do 750.000, Rycerzyk Niepokalanej dla dzieci miał nakład 221.000, Mały Dziennik osiągnął 137.000, a jego wydanie niedzielne 225.000. Od 1938 Niepokalanów posiadał własną radiostację.
Nie obywało się bez trudności. Prasa „wolnomyślna” robiła wszystko, by dzieło ośmieszyć i odstręczyć od niego przyjaciół, ale dzieła Niepokalanej pokonywały wszystkie przeszkody.
W 1930 o. Kolbe opuszcza Niepokalanów i w towarzystwie 4 współbraci, za zezwoleniem przełożonego generalnego, udaje się do Nagasaki w Japonii, gdzie zakłada drugi Niepokalanów. W 1931 otworzył tam nowicjat, a w 1936 małe seminarium. W tym roku Rycerz Niepokalanej po japońsku miał już nakład 65.000. Maksymilian zamierzał otworzyć podobne do Niepokalanowa polskiego i japońskiego ośrodki w całym świecie, ku chwale Niepokalanej i rozszerzeniu Jej królestwa na ziemi. Czerwona korona męczeństwa była jednak już blisko.
Powrócił do kraju, by podeprzeć Niepokalanów polski, który w czasie jego nieobecności przeżywał kryzys. I kiedy wszystko ponownie zaczęło iść swoim rytmem, wybuchła wojna i nastała okupacja.
Już 19 września Niemcy przystąpili do likwidacji Niepokalanowa. Wraz z o. Kolbe pozostali bracia zostali również aresztowani i umieszczeni w obozie w Amtlitz. Stąd wywieziono ich do Ostrzeszowa.
W uroczystość Niepokalanej, 8 grudnia, nastąpiło zwolnienie z obozu. O. Kolbe natychmiast powrócił do Niepokalanowa. Zajął się przygotowaniem 3.000 miejsc dla Polaków wysiedlonych z Poznańskiego, wśród których było 2.000 Żydów. Zorganizował nieustanną adorację Najświetszego Sakramentu, otworzył warsztaty naprawy zegarków i rowerów, wystawił kuźnię i blacharnię, zorganizował krawczarnię i dział sanitarny.
17 lutego 1941 Gestapo zabrało o. Kolbego na Pawiak. 25 maja 1941 wywieziono go do KL Auschwitz. Otrzymał numer 16.670.
Pod koniec lipca 1941 uciekł jeden z więźniów, z bloku o. Kolbe. Komendant nakazał zwołać na plac cały blok i co dziesiątego wytypowanego przez siebie więźnia skazał na śmierć głodową, w specjalnie na to przygotowanym bunkrze. Wśród przeznaczonych na śmierć znalazł się Franciszek Gajowniczek. Nieszczęśliwy westchnął, że musi opuścić żonę i dzieci. Wtedy stała się rzecz, która zdumiała katów. Z szeregu wyszedł o. Kolbe i prosił, by to jego skazano na śmierć zamiast Gajowniczka, który stał obok niego. Na pytanie, kim jest, odparł, że jest kapłanem katolickim. Jest samotny, a Gajowniczek ma żonę i dzieci.
Poszedł na śmierć, wraz z 9 towarzyszami, do bloku śmierci nr 13. Bunkier, który dotąd był miejscem przekleństw i rozpaczy, pod przewodnictwem o. Maksymiliana stał się przybytkiem Bożej chwały. Modlono się i śpiewano nabożne pieśni. Przyzwyczajony do głodu o. Kolbe przeżył w bunkrze dwa tygodnie bez kruszyny chleba i kropli wody. Wreszcie oprawcy dobili go zastrzykiem fenolu. Stało się to 14 sierpnia 1941, w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Miał zaledwie 47 lat.
17 października 1971 papież Paweł VI dokonał osobiście uroczystej beatyfikacji Męczennika w obecności dziesiątków tysięcy wiernych z całego świata i ponad 3.000 pielgrzymów polskich.
10 października 1982 papież bł. Jan Paweł II dokonał kanonizacji.
Kult św. Maksymiliana rozszedł się po Polsce. Diecezja koszalińsko-kołobrzeska ogłosiła go swoim patronem. W Zduńskiej Woli, dzięki inicjatywie miejscowego proboszcza, powstał Ośrodek Pamięci św. Maksymiliana. Zachował się tu szczęśliwie dom rodzinny Świętego przy ulicy jego imienia.
Św. Maksymilian Maria Kolbe pozostanie w dziejach Kościoła w Polsce jako jedna z najpiękniejszych jego postaci. Człowiek, który zaufał Niepokalanej, nie zawiódł się, bo zawieść się nie mógł. Do roku 1982 ku czci Świętego wystawiono w Polsce 61 kościołów i kaplic, a za granicą 35.
Piotr Szubarczyk
