Kamil Kisiel: Libertarianie jako pożyteczni idioci – czyli o kapitalizmie bez moralności

Informację zamieścił

Współtwórca Niepoprawnego Radia PL







 

wolny_rynek, kapitalizm_handel_160x160

Jeszcze parę lat temu, w czasach niewinnej studenckiej młodości, rzekłbym za Misesem i innymi, że w kapitalizmie konsument jest Panem. To on zarabia i wydaje pieniądze na to, co chce. To się nazywa jego wolność. Niezależnie, czy jest to wódka dla alkoholika, hera dla narkomana, pornografia dla gwałciciela i fura burgerów dla amerykańskiego grubasa.

 


 

 

Próba zwrócenia uwagi na te wątpliwą moralnie ciemną stronę kapitalizmu zawsze spotyka się z pełną pogardy reakcją liberałów i libertarian. Im teoretyczne abstrakcje tak przyćmiły życiowe doświadczenie, że wolność staje się jedynie pustą konstrukcją myślową, która – na szczęście chyba – z powodu swojej absolutnej przyziemności i nieadekwatności nigdy nie będzie cieszyć się popularnością.

Tymczasem konsument to częstokroć pospolity idiota. Freud swoich klientów na psychoterapię nazywał wdzięcznie „rybki" albo mniej kulturalnie, „murzyni”. I to jest ta ciemna strona kapitalizmu. Osoby zazwyczaj popierające w internetowych i nie tylko wojenkach co prawda przeczytały ten czy inny „konkret” z zakresu ekonomii czy filozofii i chwała im za to. Ale mają pewne skrzywienie, traktują ludzi racjonalnie tak jak oni sami kierują się racjonalizmem w swojej życiowej filozofii. Jednak ludzie, w swojej przeciętności, to idioci. A konsument to idiota wręcz modelowy. Mówimy tutaj o pierwotnym znaczeniu słowa „idiota”, jako osoba niezainteresowana najbliższym otoczeniem i polityką. A polityką jest wszystko, co wykracza poza wpływ samej jednostki. Sam fakt określania libertarianizmu jako „postpolityki” jest śmieszny, ale to temat na inną dyskusję.

Konsument to rybka, którą niezwykle łatwo złapać na haczyk. Zobaczy jeden z drugim sklep z kolorową ofertą na wakacjach i od razu wchodzi wydawać swoje (czy nie) pieniądze. Dla samego wydawania, bo (tutaj rozdziawia nawet gębę jak ryba połykająca przynętę – doprawdy, redukcjonizm bywa malowniczy) mąci mu to w głowie i kupuje. Co to ma wspólnego z racjonalistycznym chłodem w podejmowaniu decyzji? Co to ma wspólnego z refleksją, z dobrem, z oszczędnym planowaniem życia?

Tresura w kapitalizmie trwa nieustannie. Od małego, czemu sprzyja biznes zabawkowy, żerujący na miłości rodziców do dzieci. Dziecko to idealny konsument. Chce coś od razu, potrafi to wymusić i wydaje pieniądze bez refleksji. Dokładnie takiego człowieka chcą tzw. kapitaliści. Mogą oni ciężko pracować, mogą ułatwiać życie innym - ale najważniejsze, by bezrefleksyjnie wydawali pieniądze na błyskotki i więcej wszystkiego. Człowiek z zahamowaniem nigdy nie awansuje w korporacyjnej hierarchii, albo zrobi to kosztem swojego sumienia.

Polecam pewien serial dokumentalny o mega-otyłych ludziach w USA, którzy rozpaczliwie próbują wrócić do normalności. To, co jest jednostkową tragedią, jednak nijak nie ma przełożenia na politykę społeczną (oddolnie czy odgórnie prowadzoną). Dlaczego tragedia zniewolonej własnymi popędami jednostki to jest dla kogoś powód, by tego człowieka oczernić, ergo ostatnio modna "walka z grubactwem" wśród rozmaitych libków. Jednak kiedy przychodzi do propozycji społecznej walki ze skumulowanymi, jednostkowymi tragediami en masse, wtedy podnosi się larum. Nie można walczyć z pornografią, chociażby skutki jej używania u młodych chłopaków były fatalne i rozwalały społeczeństwo na kawałki, uniemożliwiając zakładanie rodziny i powodując lawinę gwałtów (wśród regularnych konsumentów (dane za G. Kuby) pornografii prawdopodobieństwo gwałtu rośnie trzykrotnie) – nie, bo kapitan państwo ma się odwalić od mojej wolności! Świetnie, ale ja od takiej wolności chce się trzymać z daleka. Nie rozumiem, co w niej dobrego, co ludzkiego, gdzie tu ciepło, wrażliwość, duchowość, relacja. Jest tylko libido dominandi i niepohamowana lawina zniszczenia w ludzkiej duszy, wypalanie z niej dobra gorącym żelazem. Ale przemysł pornografii to zbyt duża kasa, by ktokolwiek nawet zechciałby pomyśleć o walce z nią. Nie od parady wrogiem tych wszystkich zepsutych umysłów jest Kościół Katolicki. Nie można bruździć komuś w interesach i świetnym zbiegiem okoliczności jest to, że trafiają się „obrońcy” wolności w postaci libertarian. W tym sensie wiele oni mają wspólnego z „pożytecznymi idiotami” popierającymi na Zachodzie komunizm.

Libertarianie to pożyteczni idioci wspierający zło. A wszystko usprawiedliwiający tym, że „nie da się zakazać”, „wolność jest dobra” i reszta bredni. Morderstw też nie można wyplenić, ale ich zakazujemy, więc co to za argument?

Ale liberałowie i libertarianie w szczególności nie widzą, że jednostkowe zniewolenie własnymi popędami to najbardziej pożądany owoc systemu prywatnej przedsiębiorczości. Myśląca jednostka jest przeszkodą, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie lady. Diler mający moralne wątpliwości w sprzedawaniu narkomanom kolejnych działek twardych dragów najpewniej będzie złym dilerem. Facet mający moralne wątpliwości co do korzystania z usług przydrożnej Ukrainki (np. czy nie została ona siłą zmuszona do tego zawodu) najpewniej przestanie się w ten sposób zabawiać. W jednym i drugim przypadku dochody zostają uszczuplone, ktoś nie zarabia, no i jest problem.

Oczywiście ktoś otępiały na moralne rozterki rzuci tutaj tryumfalnie: „a więc chcesz, by państwo regulowało moralność? Nie da się!”.

W ten sposób przecież można obalić sensowność każdego prawa, także prawa prywatnych kontraktów. Jeśli prawo nie ma możności wychowawczych (a np. ze zmniejszającej się liczby osób popierających aborcję po jej ograniczonym zakazie w 1993 można wyciągnąć lekcję, że jednak ma), to żadna sensowna rozmowa na temat etyki w prawie nie może mieć miejsca. Niezależnie, czy będziemy rozmawiać o prawie prywatnych kontraktów, czy prawie państwowym. Ostatecznie jedno i drugie ma ukierunkować ludzi niedostatecznie wolicjonalnych na właściwe zasadom społecznego współżycia tory.

Wracając do głównego tematu, należałoby się zastanowić, czym jest tak naprawdę cała ta wolność. Jeśli ma wyglądać to tak, że jednostka jest sama sobie pozostawiona nałogom – obżarstwa, środków psychoaktywnych, pornografii – to taką wolność należałoby zwalczać wszelkimi dostępnymi środkami.

Człowiek nie jest istotą samotną, izolowaną. Jeśli w taki stan coś lub ona sama się wpędzi, najprawdopodobniej skończy na psychicznym samookaleczeniu (albo nawet fizycznym w skrajniejszych przypadkach). Wartościując: od najniższych do najwyższych człowiekiem kierują instynkty, emocje, uczucia, wola, rozum i duch. Możliwość zaspokajania potrzeb wynikających z instynktów i uczuć nalezą do najniższej sfery. Człowiek ubezwłasnowolniony, bez refleksji i bez moralnego, duchowego kręgosłupa, jest przeciwieństwem wolności realnej. Może być konsumentem, może żyć w krainie bez państwa, może wydawać pieniądze na co chce i nawet zarabiać ich krocie – ale nie będzie wolny.

Istotą kapitalizmu jest jednak wywołanie uzależnienia, w tym sensie, że w kapitalizmie każdy produkt jest lżejszym lub ciężkim narkotykiem, którego używanie ma być nieustanne, aby napędzać dochody i produkcję. Oczywiście, wciąż na szczęście ludzie mają pewne obiekcje co do pozwalania na konsumpcję twardych narkotyków czy nastoletniej pornografii; tak samo co do sprzedawania dzieciom alkoholu czy świerszczyków – ale to tylko pokazuje, jak potężny jest ładunek hipokryzji. Człowiek ma jak najwięcej jeść – i to jest clue problemu otyłości u Amerykanów, którzy swoje liberalne brednie doprowadzili najdalej ze wszystkich ludów w historii.

Człowiek ma tyle Panów, ile ma przywar. Jeśli jesteś od czegoś uzależniony, nie jesteś wolny. Jeśli nad czymś nie panujesz, nie jesteś wolny. Jeśli nie masz refleksji ani sumienia, nie masz skrupułów albo usprawiedliwiasz abstrakcyjną wolność bez jej przekładania na realne życie – jesteś zwolennikiem najgorszego typu zniewolenia.

To dedykuję moim liberalnym i libertariańskim przyjaciołom. Z góry odpowiadam – redukcje ad państwo uznaje za tchórzostwo intelektualne i nie odpowiadam na nie. Koniec taryfy ulgowej, zacznijcie Panowie rozmawiać o tym, co jest naprawdę dobre dla człowieka. Bez przewartościowania wielu spraw jednak nie uda wam się to. Bo jesteście konsumentami niedorzecznej teorii o samoposiadaniu człowieka. W tym sensie jesteście od tego uzależnieni jak narkoman od kolejnej działki. Jesteście samospełniającą się przepowiednią i można się za Was już tylko modlić.

Kamil Kisiel

Za prokapitalizm.pl

Uzupełnij

Twój email nigdzie nie będzie publikowany i udostępniany.

  • Opinie

  • 04.lip
  • Todd: Zmiana ubarwienia
  •     Szanowni Państwo! Kiedyś Holender marzył, żeby jego syn ożenił się z Holenderką. Później marzył już, żeby jego syn ożenił się z białą kobietą. Teraz marzy, by jego syn ożenił się z kobietą. Oto na czym polega „idea postępu”.      Warto więc może zadać pytanie co rządzi światem: pieniądz czy ideologia? A może obydwa […]

  • Historia, tradycja, kultura

  • " class="post-image"/>
  • 04.lip
  • Powstańcze Biogramy/4 lipca – Bronisław Karol Hellwig
  • Bronisław Karol Hellwig pseudonim "Bruno" funkcja dowódca drużyny data urodzin 2026-07-04 data śmierci 2026-07-22     Stopień plutonowy podchorąży Miejsce urodzenia Warszawa Imiona rodziców Bronisław - Hanna z domu Mazurkiewicz Wykształcenie Absolwent Liceum Teletechnicznego Udział w konspiracji 1939-1944 Od początku okupacji niemieckiej związany z kołem żoliborskim organizacji samokształceniowej PET. Następnie działał w Organizacji Małego Sabotażu […]