Na zdjęciu: Sowiecki samolot Ił-62M w starych barwach PLL LOT. To taka maszyna i jej wady konstrukcyjne i produkcyjne były przyczyną śmierci w Lesie Kabackim 183 osób – podczas największej tragedii lotniczej w historii Polski. Foto Eduard Marmet,
Mija 28 lat od największej tragedii lotniczej w historii Polski. Nad Lasem Kabackim – w drodze na Okęcie, z zamiarem awaryjnego lądowania – rozbił się „Tadeusz Kościuszko” – polski samolot pasażerski sowieckiej konstrukcji – Ił-62M. Zginęły 183 osoby, nikt się nie uratował. Sowieci próbowali przekonać, że do katastrofy doszło z winy pilotów! I pewnie by to „udowodnili”, gdyby tragedia nastąpiła na ich obszarze a „badaniem” zajęłaby się komisja sowiecka. Ale w tym przypadku wyjaśnieniem przyczyn zajęła się polska komisja, która udowodniła niezbicie, że był to efekt wad konstrukcyjnych i produkcyjnych maszyny. To one – po awarii pierwszego silnika – spowodowały pożar i postępującą autodestrukcję całej maszyny.
Niezwykłe jest to, że w czasach Polski sowieckiej można było przeprowadzić uczciwe dochodzenie, a w roku 2010, za „wolnej” Polski, okazało się to niewykonalne!
Ił-62M, zanim został wycofany z eksploatacji, był przyczyną śmierci 130 osób (1967) i 174 osób w Rosji (1972), 156 osób pod Berlinem (1972). Jeszcze dwa lata po tragedii kabackiej, mimo ustalenia przez Polaków rodzaju wad konstrukcyjnych, zginęło 171 osób w Hawanie (1989).
„Tadeusz Kościuszko” leciał z Warszawy do USA. Lot rozpoczął się w sobotę 9 maja 1987 o 10.18 na Okęciu. Na pokładzie było 11 osób załogi i 172 pasażerów. Pierwszym pilotem był kapitan Zygmunt Pawlaczyk. 59-letni pilot miał 36 lata praktyki za sterami samolotów wojskowych i cywilnych! Zachował się dzielnie i godnie do końca. Ma na Ursynowie ulicę swego imienia.
Po 22 minutach lotu nastąpiło zatarcie i unieruchomienie jednego z silników, co spowodowało pożar. Samolot zawrócił znad Grudziądza w kierunku Warszawy. Mógł lądować awaryjnie na wojskowym lotnisku w Modlinie, ale piloci obawiali się, że na małym lotnisku pomoc dla rannych i akcja przeciwpożarowa będzie mniej skuteczna niż na Okęciu. Nie przewidzieli tylko – bo nikt nie mógł tego przewidzieć – że sowiecka maszyna ma błędy konstrukcyjne, które z każdą minutą lotu będą powodowały dalszą destrukcję samolotu – a raczej autodestrukcję!
O godzinie 11.12, po niespełna godzinie lotu, samolot spadł na Las Kabacki pod Warszawą. Czarne skrzynki zarejestrowały dramatyczne ostatnie słowa z kokpitu: Dobranoc! Do widzenia! Cześć! Giniemy!
Zginęli wszyscy. Na cmentarzu w Wólce Węglowej rodziny ofiar identyfikowały bliskich.
Jak ustaliła polska komisja, bezpośrednią przyczyną katastrofy była awaria łożyska podpory pośredniej wału silnika. Łożysko się zatarło, powstała wysoka temperatura i wybuchł pożar. Wysoka temperatura spowodowała też pęknięcie wału. Rozpadła się turbina jednego z silników. Wszystko to było spowodowane wadami konstrukcyjnymi i produkcyjnymi sowieckiego samolotu.
W wadliwej konstrukcji samolotu Ił-62M rozpad jednego silnika powodował zniszczenie także drugiego. Elementy zniszczonych silników demolowały kadłub i cały system sterowania. Według raportu polskiej komisji, części rozerwanego wirnika uszkodziły sąsiedni silnik, przebiły tylną część kadłuba i uszkodziły system sterowania.
Piloci nie mieli szans na awaryjne lądowanie, samolot ich po prostu nie słuchał…
Nikt dziś nie kwestionuje ustaleń polskiej komisji. Próbowali je zakwestionować sowieci, bezczelnie dowodząc, że o katastrofie zdecydowały błędy pilotów! Jakie? Mówili, że uszkodzenia silników samolotu powstały dopiero w wyniku zderzenia maszyny z ziemią!
IŁ-62M został wycofany z eksploatacji dopiero w latach 90.!
Piotr Szubarczyk


