Na rysunku: Zapłata za Targowicę. Wieszanie zdrajców na Rynku Starego Miasta w Warszawie, w piątek 9 maja 1794. Rysunek Piotra Norblina (*1745 †1830). Muzeum Narodowe w Krakowie, foto Kaczmarski,
W Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza, w koncercie Jankiela, konfederacja targowicka jest opisana jak zgrzyt żelaza po szkle, który przejął wszystkich dreszczem i wesołość pomieszał przeczuciem złowieszczem…
Nie ma wątpliwości, że trzeci już wiek słowo targowica w Polsce jest absolutnym symbolem zdrady i zaprzaństwa narodowego. Nie ma większej obelgi dla polityka w Polsce niż nazwać go targowiczaninem.
Historyczna konfederacja targowicka zawiązała się przed 220 laty i choć jest uważana za wydarzenie haniebne w naszej historii, trzeba o niej pamiętać. Choćby po to, by rozpoznawać współczesne formy targowicy…
Konstytucja 3 maja 1791 nie wszystkim była na rękę. Przede wszystkim budziła niepokój Rosji i Prus, które widziały w niej zatrzymanie demontażu Rzeczypospolitej i znaczne wzmocnienie państwa. Wszak konstytucja była – poza reformami wzmacniającymi nasze państwo – także aktem niepodległości. Była wypowiedzeniem traktatu gwarancyjnego z Rosją (1768), który zniewalał Polskę.
Niestety, także w kraju były wpływowe środowiska, które atakowały konstytucję, że „jakobińska”, że „przeciwko wolności” (chodziło o wolności osobiste szlachty). W ówczesnej sytuacji politycznej Rzeczypospolitej, balansującej na krawędzi suwerennego bytu, takie opinie i opór przeciwko reformom w imię „wolności”, stawały się – chyba niedostrzegalnie dla samych malkontentów – formą zdrady narodowej. Nie było bowiem wtedy ważniejszej sprawy niż zachowanie niepodległego bytu państwa. To nie był dobry czas na obronę „wolności” osobistych. Kiedy zaś malkontenci ruszyli po pomoc na dwór rosyjski, przekroczyli granicę, za którą była już tylko hańba i niesława na wieki.
Najbardziej znani przeciwnicy konstytucji 3 maja – Szczęsny Potocki, Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski przedstawili Rosji plan antyreformatorskiej konfederacji, którą dwór rosyjski natychmiast poparł i przejął inicjatywę.
W piątek 27 kwietnia 1792 grupa trzynastu magnackich zdrajców i ich „klientów”, wśród nich najbardziej znani trzej wcześniej wymienieni, podpisała w Targowicy, miasteczku należącym do dóbr Szczęsnego Potockiego (dziś na Ukrainie), akt konfederacji, datowany na 14 maja 1792. Chodziło o zachowanie pozorów. Akt miał być ogłoszony w maju jako niezależna polska inicjatywa w obronie „wolności” a nie spisek rosyjski, popierany przez grupę zdrajców.
W akcie targowickim proszono Katarzynę II o obrone Polski przed jakobińskim despotyzmem! A ona owszem, bardzo chętnie… Kiedyś Wolter, w czasach patriotycznej konfederacji barskiej, był w Europie jej dobrze opłacanym pijarowcem. Przedstawiał ją jako „Semiramidę Północy”, walczącą o „prawa dysydentów” w „nietolerancyjnej” i „zacofanej” Polsce! Teraz Woltera już nie było, ale pozostał kierunek propagandy. Więc caryca postanowiła pomóc obrońcom „wolności” w Polsce, likwidując państwo polskie!
W maju 1792 ambasador rosyjski w Warszawie zapowiedział wejście sojuszniczych wojsk dla uskutecznienia wspólnego dzieła odrodzenia się Rzeczpospolitej! Propagandowa frazeologia Polski „ludowej”, sowieckiej nie zrodziła się w roku 1944. To było sięgnięcie do „tradycji” Targowicy!
Rozpoczęła się wojna polsko-rosyjska, do której kraj nie był przygotowany. Wielu zwolenników konstytucji ze strachu o własne majątki i bezpieczeństwo zaczęło przechodzić na stronę Targowicy. Co gorsza, zrobił to także – w lipcu 1792 – chwiejny król Stanisław Poniatowski.
To, co się potem w Polsce działo, można porównać do prześladowań „żołnierzy wyklętych” i innych polskich patriotów po 1945! Przywódcy Targowicy, tak jak po wojnie PPR-PZPR, korzystając z ochronnego parasola rosyjskiego, rujnowali resztki niezależności państwa i wycofywali reformy konstytucyjne. Całkowicie podporządkowali kraj Rosji. Rozpoczęli prześladowania i konfiskatę dóbr zwolenników konstytucyjnych reform.
Zostali szybko znienawidzeni przez najbardziej światłych obywateli Rzeczypospolitej, ale także przez lud, który na wezwanie Tadeusza Kościuszki przystąpi w 1794 do insurekcji. W maju 1794, kiedy ogarnęła ona już Warszawę, powstańcy publicznie powieszą na Starym Mieście najbardziej gorliwych targowiczan. Nie uratuje to Rzeczypospolitej przed ostatecznym rozbiorem, bo nic już wtedy nie mogło Jej uratować, ale pozostanie na wieki w pamięci Polaków jako akt sprawiedliwości i jako wyraz pogardy dla zdrajców.
Piotr Szubarczyk

