
Odwiedzajmy grób por. Lecha Beynara „Pawła Jasienicy” na warszawskich Powązkach, dziękując mu za wierną służbę w 5 Wileńskiej Brygadzie AK, za List 34 i za książki, które uczyły nas miłości do Polski.
Mija 50 lat od wystosowania przez grupę polskich intelektualistów listu otwartego do władz komunistycznej Polski (na ręce „wiecznego premiera” Józefa Cyrankiewicza) w sprawie cenzury w peerelu. Dziś słowa tego listu mogą się wydać zbyt łagodne, nawet naiwne. Trzeba jednak pamiętać, jakie to były podłe czasy. Napisanie takiego listu wymagało wielkiej odwagi cywilnej a jego sygnatariusze byli represjonowani – zwłaszcza po tym, jak list został opublikowany na Zachodzie. Wielu z nich trafiło do „zapisów” cenzury, przeciwko której protestowali… Taki „zapis” oznaczał, że w peerelowskich „mediach” można było o nich pisać, ale pod warunkiem, że nic dobrego…
List był krótki:
Ograniczenia przydziału papieru na druk książek i czasopism oraz zaostrzenie cenzury prasowej stwarza sytuację zagrażającą rozwojowi kultury narodowej. Niżej podpisani, uznając istnienie opinii publicznej, prawa do krytyki, swobodnej dyskusji i rzetelnej informacji za konieczny element postępu, powodowani troską obywatelską, domagają się zmiany polskiej polityki kulturalnej w duchu praw zagwarantowanych przez konstytucję państwa polskiego i zgodnych z dobrem narodu.
Autorzy mieli świadomość, że nazywanie stalinowskiego paradokumentu z roku 1952 „konstytucją państa polskiego” to zwykł lipa, ale przecież nie mogli wprost napisać, że komunistyczna cenzura prewencyjna z samej swej natury niszczy kulturę polską i wolny obieg myśli. Więc zastosowali pewne elementy frazeologii obowiązującej w peerelu, m.in. „element postępu”…
Waga tego listu wynikała przede wszystkim z nazwisk jego sygnatariuszy. Była to grupa niejednorodna – od działaczy niepodlegościowych z piękną kartą wojenną, po miłośników „socjalizmu z ludzką twarzą”. Ważne, że mówili w sprawie cenzury jednym głosem.
Wśród sygnatariuszy i głównych animatorów przedsięwzięcia był wybitny pisarz historyczny Paweł Jasienica, czyli Lech Beynar – były oficer 5 Wileńskiej Brygady AK, dowodzonej przez znanego dziś powszechnie „żołnierza wyklętego” mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” (jego szczątki śmiertelne zidentyfikowano na powązkowskiej Łączce).
Wzruszające jest to, że podpis Beynara-Jasienicy możemy traktować także jako symboliczny, pośmiertny podpis mjr. „Łupaszki”, który w roku 1946 pisał w jednej ze swych ulotek: Nie mamy ani prasy własnej, ani wolności słowa, ani wolności zebrań, ani prawa wiązania się w stronnictwa polityczne. Jesteśmy więc pozbawieni wszystkich dobrodziejstw demokracji! Jednopartyjne rządy komunistyczne biorą myśl w obcęgi, pozbawiają człowieka woli, tych najistotniejszych cech człowieczeństwa, i czynią z niego robota… Tak pisał człowiek, nazywany przez enkawudowsko-ubecką propagandę „bandytą” i „zbirem”.
List podpisała Zofia Kossak-Szczucka – najwybitniejsza polska pisarka katolicka w XX w., autorka wojennego Dekalogu Polaka (1940). Także prof. Kazimierz Kumaniecki – żołnierz AK, autor wojennego Hymnu Polski Podziemnej – oraz wybitni profesorowie filozofii i filologii: Władysław Tatarkiewicz, Kazimierz Wyka, Stanisław Pigoń, Maria Ossowska, Tadeusz Kotarbiński, Konrad Górski, Karol Estreicher, Julian Krzyżanowski. Wybitni literaci Melchior Wańkowicz, Maria Dąbrowska, Stanisław Dygat, Paweł Hertz, Jan Parandowski.
Mało znany jest fakt, że nie tylko władze peerelu prześladowały sygnatariuszy listu. Także ponad 600 [!] „literatów”, moralnych miernot, które pospieszyły z „odporem”, podpisując się pod listami „potępiającymi” sygnatariuszy Listu 34. Byli „oburzeni” uprawianą na łamach prasy zachodniej oraz na falach dywersyjnej rozgłośni radiowej Wolna Europa zorganizowaną kampanią, oczerniającą Polskę Ludową [!]. Po takiej deklaracji mogli liczyć na dodatkowe przydziału papieru (w peerelu towar deficytowy i politycznie podejrzany…) na swe wytwory.
Wśród tych miernot była znana z podręczników peerelowskich grafomanka Wisława Szymborska – po latach „wielka poetka”, laureatka Literackiej Nagrody Nobla [!], wylobbowanej przez tych, którzy jej potrzebowali w roli celebrytki i „autorytetu moralnego” III RP. Wcześniej (1953) Szymborska podpisała się pod jeszcze podlejszym listem do władz, potępiającym skazanych księży i osoby świeckie w haniebnym „procesie” krakowskiej Kurii.
Wśród „potępiających” był też inny „autorytet moralny” Tadeusz Różewicz, znany z nienawiści do „żołnierzy wyklętych” (m.in. podły „dramat” Do piachu). Przez całe lata wyflaczał się w podręcznikach peerelowskich jako „prowadzony na rzeź”, przypisując sobie z tego powodu prawo do kategorycznego potępiania każdego, kto nie myśli dokładnie tak jak on – nawet jeśli też był „prowadzony na rzeź” – tyle że przez ubeckich oprawców.
List 34 to jasna karta w historii peerelu, godna pamięci.
Piotr Szubarczyk


