Mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” (*12 III 1910 †8 II 1951) z ryngrafem Matki Boskiej Ostrobramskiej na sercu (pod lewą kieszonką munduru), wrzesień 1945 r.
Jeszcze mamy w pamięci niedawne obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Każda okazja jest dobra, by ich przypominać – tak jak przed wojną przypominano powstańców styczniowych. To ta sama walka i ta sama Święta Sprawa.
Nie brakuje im ciągle zapiekłych wrogów. Byli ubowcy i ich progenitura wykorzystują każdą okazję, by ich raz jeszcze nazwać „bandytami” lub przynajmniej „zbandyconymi”. Instytucje państwowe – mimo jednoznacznego stanowiska Sejmu RP w tej kwestii – nie reagują na takie postsowieckie ekscesy. Traktują to jako przejaw „wolności słowa”!
Spośród licznych dowódców powojennej partyzantki antykomunistycznej jego postać wybija się niemal jak symbol tej nierównej i od początku przegranej walki o Polskę wolną i czystą jak łza (cytat z pieśni śpiewanej przez żołnierzy 5 Wileńskiej Brygady AK). Byli tacy, co mieli więcej podkomendnych i dłużej walczyli niż on, a jednak to przed nim wiał czerwony cham (cytat z innej pieśni, śpiewanej w tej samej brygadzie) i na dźwięk jego imienia drżały ubeckie mordy. To jemu urządzono pokazowy proces w Warszawie, transmitowany przez radio na całą Polskę i to on i jego żołnierze byli przez lata przedmiotem szczególnie zapiekłej kampanii nienawiści i kłamstw. Stosunek komunistów do Majora był szczególną mieszanką wrogości a zarazem ledwie skrywanego lęku i respektu.
Mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju, urokliwym mieście kresowym, położonym nad dopływem Dniestru, w województwie stanisławowskim. Kolejarska, wielodzietna rodzina Karola i Eufrozyny z Osieckich miała śląskie korzenie, o czym świadczy charakterystyczne nazwisko, jednak w pokoleniu Zygmunta byli to już w pełni świadomi obrońcy spod kresowych stanic. Jego starsi bracia walczyli w roku 1919 w obronie Lwowa. Rudolf poległ w tej walce, Marian zasłużył na Virtuti Militari i to właśnie ich czyny były dla młodego Zygmunta tworzywem niepowtarzalnej formacji duchowej, w której sprawy rodzinne splatały się nierozerwalnie ze sprawami Ojczyzny i z imperatywem walki o świętą Sprawę, czyli zachowanie dopiero co wywalczonej niepodległości Polski.
Wojskowa droga brata Mariana, rotmistrza kawalerii, podczas wojny oficera 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, była dla Zygmunta ważnym punktem odniesienia.
Po ukończeniu gimnazjum odbył kurs Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej a potem trafił tak jak brat do grudziądzkiego Centrum Wyszkolenia Kawalerii, skąd wyszedł w roku 1934 jako podporucznik, z przydziałem do słynnego 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie, gdzie był dowódcą plutonu i reprezentował Pułk w licznych zawodach sportowych, gdyż był doskonałym jeźdźcem, tak jak inny słynny partyzant – Henryk Dobrzański „Hubal”. Dobrzańskiego i Szendzielarza łączyła postać wybitnego dowódcy polowego, bohatera Samoobrony Wileńskiej z czasów wojny z bolszewikami – płk. Jerzego Dąmbrowskiego, zamordowanego w roku 1940 przez NKWD. Po Dąmbrowskim porucznik Szendzielarz weźmie konspracyjny pseudonim „Łupaszko”. Dla „Hubala” pułkownik był bezpośrednim przełożonym, jako dowódca 110 rezerwowego pułku ułanów. Kiedy kończyła się wojna wrześniowa, Dąmbrowski ruszył do sowieckiej zony okupacyjnej, by tam organizować partyzantkę niepodległościową a jego zastępca jako „Hubal” został dowódcą Oddziału Wydzielonego Kawalerii Wojsk Polskich – pierwszego tak silnego oddziału partyzantki polskiej pod okupacją niemiecką. Dobrzański poległ pod Anielinem 30 kwietnia 1940 r., ale była to przynajmniej śmierć żołnierska. Wielu jego kolegów umierało w tych dniach w dołach Katynia i w piwnicach Tweru i Charkowa.
W Charkowie zamordowano też dowódcę Wileńskiej Brygady Kawalerii, płk. Konstantego Druckiego-Lubeckiego, pod którego rozkazami walczył porucznik Szendzielarz.
Zygmunt Szendzielarz tak jak „Hubal” uniknął losu jeńców obozów specjalnych NKWD, choć od początku okupacji poruszał się po niebezpiecznym terenie, infiltrowanym przez NKWD. Nie zamierzał się tylko ukrywać, szukał przydziału w konspiracji. Wyróżnił się w wojnie wrześniowej jako dowódca szwadronu, podczas przeprawy przez Wisłę pod Kozienicami i walczył pod komendą gen. Władysława Andersa, w jego grupie kawaleryjskiej. Zasłużył na Virtuti Militari.
Po ucieczce z niewoli sowieckiej pojawił się na krótko we Lwowie a potem w Wilnie – dokładnie w dniu urodzin córeczki Barbary, swego jedynego dziecka. Od stycznia 1939 żonaty był z Anną Swolkieniówną. Wywieziona przez Niemców na roboty przymusowe do Francji, Anna zginąła podczas bombardowania Cherbourga. Barbara żyje, mieszka w Warszawie. O trudnym życiu córki „bandyty” można by napisać książkę.
Już jako oficer ZWZ-AK porucznik Szendzielarz przebywał na Litwie Kowieńskiej, wykonując tam zadania wywiadowcze. Momentem przełomowym w jego życiu stanie się przydział na dowódcę pierwszego oddziału partyzanckiego AK na Wileńszczyźnie. To było w lecie 1943. Oddziałem dowodził oficer rezerwy, w cywilu nauczyciel Antoni Burzyński „Kmicic”. Dowództwo Okręgu Wileńskiego AK chciało tam mieć doświadczonego oficera zawodowego. Kiedy „Łupaszko” zdążał z przewodnikiem do oddziału, dotarła do niego wiadomość o wymordowaniu części oddziału „Kmicica” przez sowieckich patyzantów z grupy Fiodora Markowa, z którą „Kmicic” dotychczas współpracował w akcjach przeciwko Niemcom! Rozkaz do zdrady i zbrodni przyszedł z sowieckiego sztabu partyzanckiego. Sowieccy partyzanci na terenie okupowanych Kresów nie życzyli sobie polskiej partyzantki niepodległościowej. Z resztek oddziału „Kmicica” utworzyli oddział partyzantki „ludowej” im. Bartosza Głowackiego [!], pod dowództwem sowieckiego komandira! Już wtedy ćwiczyli scenariusze Polski lubelskiej, „ludowej”!
Ten oddział rozpadł się a rotmistrz Zygmunt Szendzielarz zbudował z ocalonych partyzantów „Kmicica” 5 Wileńską Brygadę AK. Stanie się ona znana jako Brygada Śmierci, czyli doświadczona śmiertelnie przez sowietów. Po wojnie nienawistna propaganda ubecka będzie to tłumaczyła na swój sposób…
Brygada „Łupaszki” toczyła boje zarówno z Niemcami i ich kolaborantami litewskimi, jak i z „partyzantami”, czyli dywersantami sowieckimi. Najbardziej spektakularną, zwycieską bitwą z Niemcami było rozbicie silnej ekspedycji przeciwpartyzanckiej Wehrmachtu poo Worzianami 31 stycznia 1944 r., „Łupaszko” był wówczas ranny.
Dowodzona przez niego brygada stawała się z dnia na dzień legendą partyzantki niepodległościowej na Kresach, a to w dużej mierze dzięki charyzmie dowódcy, uwiecznionej w piosence, śpiewanej przez jego podkomendnych:
I w każdym trudzie, w każdej biedzie,
gdzie trzeba było walczyć nam,
nasz wódz Łupaszko był na przedzie,
a przed nim wiał czerwony cham!
My, to Kresowiacy, chłopcy Wileniacy,
idziemy śmiało w bój
za Polski cześć, za honor swój!
Brygada „Łupaszki” nie uczestniczyła w operacji „Ostra Brama”, czyli w wyzwoleniu Wilna od Niemców – we współpracy z sowietami. Było to uzgodnione z dowódcą wileńskiej AK, ppłk. Aleksandrem Krzyżanowskim „Wilkiem”. Chodziło o to, że 5 Brygada miała na koncie liczne potyczki z sowietami i tragiczne losy oddziału „Kmicica” w żywej pamięci. Do „braterstwa broni” z sowietami, nawet udawanego, zupełnie się nie nadawała… Sam major „Łupaszko” miał powiedzieć, że nie będzie defilować przed Ruskimi w Wilnie, co jest wielce prawdopodobne, zważywszy na jego doświadczenia wojenne. Miał też powiedzieć, że nie chce, by jego żołnierze byli wieszani na murach i bramach Wilna… Niewiele się pomylił. Po wypędzeniu Nieców z Wilna nastąpiło kilka dni „braterstwa” i wspólnych polsko-sowieckich patroli, po których rozpoczęła się nagonka na polskich żołnierzy, rozbrajanie, zwożenie do obozu przejściowego w Miednikach Królewskich, wreszcie wywiezienie sybirskim szlakiem do Kaługi.
Brygada „Łupaszki” przedostała się w rozproszeniu na zachód, przedostając się przez silny kordon sowiecki. Major odtworzył swój oddział na Podlasiu, w ramach Białostockiego Okręgu AK. Jego żołnierze podejmą walkę z formacjami NKWD-UB i KBW, przy czym będą to raczej akcje propagandowe niż zbrojne. Taki był sens rozbrajania posterunków MO czy likwidowania placówek UB. Chodziło o pokazanie Polakom, że jest wojsko polskie niezależne od sowietów, dowodzone przez polskich a nie sowieckich oficerów; że toczy się walka o świętą Sprawę – niepodległość kraju, zagrożoną umową jałtańską. „Łupaszko”, tak jak wielu dowódców partyzantki niepodległościowej, pokładał jeszcze pewne nadzieje w zapowiedzianych na styczeń 1947 wyborach do sejmu. Najbardziej spektakularna, pomorska kampania 5 Brygady rozegrała się od wiosny do jesieni 1946, w czasie poprzedzającym „referendum ludowe” i „wybory do sejmu”.
Propagandowy charakter tej kampanii odzwierciedlają ulotki, podpisane przez „Łupaszkę” i rozklejane na murach Gdańska. Pisał w nich prawdę o organizującym się sowieckim dominium w Polsce:
Rodacy! Naród Polski wypowiedział walkę swym wrogom, by ofiarą krwi i życia swego wywalczyć wymarzoną, wolną, niepodległą i niezależną Polskę. Wojna się skończyła! Polska na podstawie krymskiej konferencji miała być wielka, silna i niezależna. Ale nasz wschodni sąsiad był przezorniejszy w swych nikczemnych zamiarach. Już w 1945 r. wyznaczył nam rząd ze swych sługusów w postaci Bieruta, Osóbki-Morawskiego, Roli-Żymierskiego i wielu innych komunistów. Są to ludzie, którzy jeszcze przed 1939 r. zaprzedali nasz Kraj i Naród Związkowi Sowieckiemu […]. Polska nie jest samodzielna i demokratyczna. My, którzy ponieśliśmy tyle ofiar, nie możemy pozwolić na to, by w naszym Państwie panoszyli się Azjaci i narzucali nam swe prawa przez swych pachołków. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych Sprawie i wybranych przez cały Naród […]. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć i życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków, domagających się wolności i sprawiedliwości […]. Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My walczymy za świętą Sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę! […]. Nie mamy ani prasy własnej, ani wolności słowa, ani wolności zebrań, ani prawa wiązania się w stronnictwa polityczne. Jeteśmy pozbawieni wszystkich dobrodziejstw demokracji! Jednopartyjne rządy komunistyczne biorą myśl w obcęgi, pozbawiają człowieka woli, przywiązań, umiłowań tych najistotniejszych cech człowieczeństwa i czynią z niego pozbawionego ducha i serca robota. Gdy chodzi o Naród – ten wtedy zatraca własne oblicze i przestaje istnieć! Mamyż milczeć?! Mamyż poddać się gwałtowi, zadawanemu obcą, zbrodniczą ręką?! Mamyż pod grożbą obcych bagnetów wyrzec się prawa stanowienia o sobie?! Mamyż wyrzec się ducha, serca i zaprzeć się wiary?!
Jeśli szukamy odpowiedzi na pytanie, skąd się brała nienawiść komunistycznej władzy do „Łupaszki”, to warto brać pod uwagę nie tylko to co robił, nie tylko wykonane wyroki na kolaborantach i donosicielach, utrwalaczach władzy sowieckiej w Polsce, ale i na to, co mówił i pisał. W tych słowach była prawda o Polsce. Prawda, która bolała kolaborantów, racjonalizujących swoje zaprzaństwo i wysługiwanie się sowietom budową „demokracji ludowej” czy „realiami politycznymi”.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie polskie pozostał w konspiracji, z części brygady utworzył zgrupowanie partyzanckie, atakował posterunki MO i UB oraz oddziały NKWD, KBW i WP na Białostocczyźnie, później Mazurach i Pomorzu – piszą o „Łupaszce” w Encyklopedii PWN. Szkoda, że nie piszą, dlaczego to robił…
Jak to możliwe, że Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” w powszechnej świadomości Polaków nie kojarzy się jednoznacznie z bohaterem, który swe życie poświęcił dla Ojczyzny? Dlaczego używa się ciągle starej frazy „banda Łupaszki”? Czy PRL-owska propaganda była tak skuteczna, że działa do dziś? Dlaczego o „Łupaszce” mówi się, że był „kontrowersyjny”? Słowo „kontrowersyjny” pełni w Polsce rolę narzędzia walki ideologicznej, przy pomocy którego deprecjonuje się różne osoby, nie pasujące do rytu postępowego inteligenta, widzącego sprawy „w całej ich złożoności”. Ta „złożoność” wymaga od nas, byśmy się pochylili nad ubekiem, kolaborantem, donosicielem, nad „skomplikowaną” sytuacją powojenną i nad „tragedią” różnych KPP- i PPR-żulików. „Łupaszko” jest „kontrowersyjny”, bo kazał edukować kapusiów przy pomocy wyciorów karabinowych na goły tyłek, a w skrajnych przypadkach – gdy stanowili zagrożenie dla innych – kazał ich likwidować. O stosunku do „Łupaszki” decyduje nie tyle propaganda peerelowska, co postpeerelowska. Na uniwersytetach siedzą ludzie, które zdobywali szlify magistrów, doktorów i profesorów na pracach o „utrwalaniu władzy ludowej”. To są specjaliści od „złożoności”, nauczyciele naszej młodzieży. Więc nie szukajmy prawdy o majorze „Łupaszce” na uniwersytetach, przynajmniej na razie. Szukajmy jej w historii jego życia, dopowiadając ją w swoich sercach.
Śmiertelne szczątki mjr. „Łupaszki” zostały odnalezione przez zespół Krzysztofa Szwagrzyka i zidentyfikowane w zeszłym roku. Pan Major czeka na uroczysty pogrzeb 27 września tego roku – w Dniu Polskiego Państwa Podziemnego. Czołem, Panie Majorze!
Hymn 5 Wileńskiej Brygady AK (1945)
Na melodię Piechoty
Gdy ziemia ojczysta skąpana we łzach,
o pomstę krew woła męczeńska,
kto walczy o wolność i mści się za krew
– to Piąta Brygada Wileńska.
A szlakiem zuchwałym prowadzi ją wódz
– „Łupaszko”, bohater nieznany.
Z nim tylko umierać i walczyć, by móc
z niewoli kraj wyrwać kochany.
Wiernie iść będziemy twoim śladem,
bo ty jesteś z nami, z tobą Bóg.
Śmiało trwać będziemy pod kul gradem,
aż wolności zagrzmi złoty róg.
Przez szturmy zuchwałe i walki od lat
dla wroga on stał się zagładą.
I płynie pieśń wolna i dumna we świat
za Piątą Wileńską Brygadą.
Dziś naszym udziałem jest walka i znój,
przyszłości los czeka nieznany,
za Polskę kochaną prowadzi nas w bój
„Łupaszko”, nasz wódz ukochany.
Wiernie iść będziemy…
Piotr Szubarczyk


