Mówię x, że nie do końca prawda, że jak umrzemy i będziemy mieć szczęście, to nasze kości skamienieją i za milion lat będą nas oglądać dzieci w muzeum. No i, że poza tym to ja myślę, że jakaś dusza jest i też dlatego za kilka godzin jadę na groby. X się denerwuje, bo on już wcześniej ogarnął sprawę. Nie ma duszy i te sprawy, wszystko jest do dupy, a poza tym on nie lubi tego święta, bo tłok i ciśnienie a poza tym on jutro też musi ogarnąć groby i wstać rano, bo jedną babcię ma daleko, więc ogólnie x nie w humorze - pisze Dawid Wildstein.
Jak wróciłem do domu nad ranem, to spotkałem x. X jest w porządku. Mieszka na dzielnicy od lat.
Ostatnio niestety trochę z nim gorzej. Można go spotkać samotnie włóczącego się o dziwnych porach, nie zawsze śpi w domu, po raz pierwszy odkąd pamiętam, kilka tygodni temu, podszedł do mnie i poprosił o „pożyczkę” kilku złotych na piwo. Ale i tak x jest w porządku.
X ma żonę i córki. To pewne. Poza tym x opowiada o sobie różne rzeczy. Że był żołnierzem i zabijał ludzi, artystą, robotnikiem na budowie w USA, paserem samochodów, biznesmenem itd. Nie wiem czy to prawda. Ale x ładnie opowiada.
Usiedliśmy na schodkach między piekarnią a parkingiem, poczęstowano mnie seteczką. Wiatr wieje tak nieprzyjemnie znikąd, pora smutna i ciemna, brudnawo pomarańczowe światło z latarni oświetla nasze podwórko. Smutno jest i zimno i wietrznie.
Jak tak wieje, to myśli człowieka z konieczności kierują się ku sprawom ważnym. Kulę się w puchówce i mówię x, że trzeba rano wstać, za dwie godziny właściwie, że na groby trzeba pojechać, że wszyscy i tak umrzemy i jednak nie jest to fajne.
X okazuje się twardym, naukowym materialistą. I tak umrzemy, potwierdza x, nic z nas nie będzie, robaki nas zeżrą, Boga nie ma, duszy nie ma, w ogóle jest kiepsko i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.
Mówię x, że nie do końca prawda, że jak umrzemy i będziemy mieć szczęście, to nasze kości skamienieją i za milion lat będą nas oglądać dzieci w muzeum. No i, że poza tym to ja myślę, że jakaś dusza jest i też dlatego za kilka godzin jadę na groby.
X się denerwuje, bo on już wcześniej ogarnął sprawę. Nie ma duszy i te sprawy, wszystko jest do dupy, a poza tym on nie lubi tego święta, bo tłok i ciśnienie a poza tym on jutro też musi ogarnąć groby i wstać rano, bo jedną babcię ma daleko, więc ogólnie x nie w humorze.
A potem dodaje, że naprawdę musi wstać rano, bo inaczej nie zdąży odwiedzić babci, jej grób będzie pusty, bo nikt inny nie przyjdzie.
A on, x, nie chce żeby babci było smutno.
Dawid Wildstein
Tekst pochodzi z profilu Autora na Facebooku
fot. Kuba Bożanowski, Creative Commons Attribution 2.0 Generic
rebelya.pl

